W poszukiwaniu wrażeń – letnim szlakiem na Szpiglas w zimie

„When you opened your eyes on the world for the first time as a child;
how brilliant the colors were;
what a jewel the sun was;
what marvel the stars;
how incredibly alive the trees were…

And to love again and again, and have people to whom we are deeply attached go to sleep and never wake up…
and the laughter echoes only in one’s mind… ” *

DSC_0804k

Pogoda była piękna… po chłodnym i pastelowym wschodzie słońca w Dolinie Pięciu Stawów Polskich (wschód słońca znajdziecie tu) i krótkiej rozgrzewce nad Wielkim Stawem Polskim (hamowanie upadków) wybraliśmy się letnim szlakiem na Szpiglas… Uzbrojeni po pas w raki, czekany, uprzęże i kaski… Czy się przydały?
Na start krótka foto-relacja z hamowania upadków w wykonaniu kaskadera Jacka 😉
kaskaderskie-wyczyny

Orientacyjny przebieg szlaku na zdjęciu poniżej. Wariant letni nie bez kozery nazywa się letnim, ze względu na duże nachylenie stoku i lawiniska najlepiej nie wybierać się tam zimą. W dzień, w który my się tam zapuściliśmy była piękna pogoda, dobrze związana pokrywa i minimalne zagrożenie lawinowe (1).  Drogę powrotną przeszliśmy już wariantem zimowym, który jest o wiele krótszy od letniego – jeśli zastanawiasz się który wariant wybrać na Szpiglas zimą – wybierz zimowy 😉

DSC_0561_pano-szlak-na-szpiglasDSC_0590

Trasa była przetarta już poprzedniego dnia, słońce wstało, widoczność była idealna, a pokrywa śnieżna pięknie związana, a miejscami skuta lodem – co doskonale widać na panoramie (dużą panoramę z opisem znajdziecie tu) Ostatni dzień roku zapowiadał się bardzo obiecująco 😀

panorama-Kozi-Wierch

Po krótkim spacerku szybko okazało się, że wyznaczony szlak biegnie miejscami przez kosodrzewinę :/ która niestety mocno ucierpiała pod rakami, tak to bywa z zimowymi skrótami :/ No nic, przedarliśmy się, początkowo brodząc w śniegu po kolana i już niedługo wychodzimy na ładnie zamarznięty śniego-lód, po którym zaczyna się wspinaczka pod górę. Początkowo chłopaki napierają pionowo w górę, bez bawienia się w zakosy, a ja próbuję dotrzymać im tempa.  Nie jest to łatwe – lód jest tak zamarznięty, że raki ledwo wbijają się, nie ma mowy o wygodnych śniegowych schodach 🙁 Mimo tej drobnej niedogodności w górę idzie się w miarę szybko, tylko z lekką zadyszką 😉 spowodowaną gilami wartko płynącymi z nosa (co wymusza na mnie dodatkowe postoje :p)

Szybko dochodzimy do Szpiglasowych Perci na których jest kilka dużych wygodnych kamieni do odpoczywania. Chwilę siedzimy, pijemy herbę, i szybko uciekamy przed rodzinką zmierzającą w tą samą stronę co my. Ja walczę ze sobą – robić zdjęcia i przepuszczać dzieciaki, czy napierać do przodu. Rodzince towarzyszą głośne narzekania, przekomarzanie się i ogólna wesołość. Should I stay or should I go?

Ze Szpiglasowych Perci wchodzimy już w zakosy prowadzące do samej Przełęczy, a dokładnie do łańcuchów zaczynających się w żlebie.

DSC_0659

Rzut oka w dół – przegrupowania, zakładanie raków i mini paraliż na szlaku przed łańcuchami 😉

DSC_0661

Chłopaki decydują się na podejście żlebem. Śniegu jest niewiele, ale wchodzi się wygodnie, jak po stopniach, jest idealnie!

DSC_0662

Też idę żlebem, tym sposobem zyskuję spory dystans czasowy przed kolejną grupą i mogę spokojnie robić zdjęcia z góry.
DSC_0665 DSC_0667

Łańcuchy są pięknie „wyczyszczone” więc idzie się wygodnie, nie trzeba ich rwać z lodu 😉 Na zdjęciu ostatnie metry przed wyjściem na Szpiglasową Przełęcz:
DSC_0670
Rzut oka na łańcuchy z przełęczy:
DSC_0718_pano

Potem przy schodzeniu rozważaliśmy zakładanie uprzęży i wpinanie się w łańcuchy, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, żeby zaoszczędzić czas.  Schodziło się dobrze, o ile akurat ktoś nie szarpał za ten sam łańcuch, albo nie wpadał w panikę przy mijaniu się 😉 Na szlaku zdecydowanie przydały się raki i czekan, natomiast uprzęże, karabinki, lonże i kaski ponosiliśmy ze sobą w obie strony dla sportu 😉 No.. może kask przydał się na ćwiczeniach hamowania upadków na stoku 😀

Kolejne grupy dodają nowe linie w zimowym rysunku:
DSC_0720
Szpiglasowa Przełęcz widziana z drogi na Szpiglasowy Wierch:DSC_0804k
Początkowo planujemy tylko Przełęcz, ale Szpiglasowy Wierch jest „na wyciągnięcie ręki” więc żal się na niego nie wdrapać…DSC_0723DSC_0725

Trasa jest bardzo przyjemna, chociaż miejscami wąska, bo jednak idzie się po grani przez chwilę, to widoki są przednie 😉 Najbardziej epicka fota z tego dnia 😉DSC_0762

Z tej strony pięknie rysuje się Mięguszowiecki Szczyt i Cubryna, w oddali widać nawet Rysy i Wysoką!DSC_0761

Widok na Słowacką stronę Tatr: Niżni Ciemnosmerczyński Staw, Dolina Koprowa:

DSC_0817wrota

No i grupowe szczytowanie na Szpiglasowym Wierchu:

DSC_0829

„…but then the echo goes…
the memory, the traces are all gone.
All your efforts, all your acheivements, all your attainments turning into dust, nothingness…” *

Dzień zakończył się koczowaniem pod schroniskiem i czekaniem na Nowy Rok :D. Zdecydowanie tego dnia brakowało mi samotności i ciszy w górach!

Jako bonus załączam sylwestrowe zdjęcie z PTTK Samotnia 😉

DSC_0919-kopia

*We wpisie cytuję fragmenty tekstu Nothing More „Pyre”, w którym jest przytoczony tekst Alana Watts’a.

 

 

You may also like...

4 komentarze

  1. Marcin napisał(a):

    Renata, nie wybieracie się przypadkiem w najbliższą sobotę w Tatry? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Shares