Tatry listopad – „zimowe” wejście na Rysy

Tatry listopad – wejście na Rysy

ikona-panorama-zRysow

Drugim naszym listopadowym wypadem było „zimowe” wejście na Rysy. Zimowe piszę w cudzysłowie,  bo rzeczywiście śniegu jest sporo (miejscami po kolana) jest lekki przymrozek, oblodzone fragmenty, ale z drugiej strony śniegu nie ma na tyle, żeby mówić o zagrożeniu lawinowym i jest dobrze zwarty, a miejscami wystaje sucha skała i trawa, można  spokojnie odnaleźć szlak i przede wszystkim widać jeszcze łańcuchy i można „po nich” iść. Przygotowując się do tej wyprawy czytałam relacje z listopadowego wejścia na Rysy i często padało tam stwierdzenie, że jest to idealna rozgrzewka przed zimą – rzeczywiście coś w tym jest. Dla mnie to była nie tyle rozgrzewka co sprawdzian kondycji i mimo, że bez problemu weszłam i zeszłam o własnych siłach to jednak sprawdzian wykazał, że muszę popracować nad siłą i kondycją jeśli chcę się tam wybrać zimą.  Uprawiam sport, wspinam się regularnie, ale nadal w starciu z Rysami moja kondycja pozostawia wiele do życzenia. Moje tempo wędrówki jest zdecydowanie za małe na krótkie zimowe dni :(((

Wejście na Rysy wymaga przygotowania kondycyjnego i czasem sprzętowego – warto mieć asekurację.
W listopadzie konieczne są raki na butach, przydaje się czekan.

Wejście na Rysy nie należy do super-trudnych technicznie, nie polecam go osobom niedoświadczonym w chodzeniu po górach i nie obytych z dużymi wysokościami 😉 Ale jeśli chodzisz po górach, wspinasz się – to ta wyprawa jest dla Ciebie! Musisz tylko pamiętać, że podejście, a szczególnie wejście w dobrym tempie wymaga dobrej kondycji. Droga na Rysy z Morskiego Oka oznacza 1104 metry różnicy wzniesień. Morskie Oko:1395 m,  Czarny Staw pod Rysami: 1580 m, Rysy: 2499 m n.p.m. Wejście na Rysy orientacyjnie zajmuje 3 h 50 minut, ale w zależności od źródła (mapy, przewodniki) może się różnić. Pamiętaj, że czas w przewodnikach jest uśredniony, więc jeśli masz dobrą kondycję i nie robisz przerw, może zająć Ci mniej czasu, jeśli musisz przystawać i odpoczywać – wyjdź wcześniej ze schroniska i dobrze zaplanuj wyprawę, żeby wracać przez zmrokiem 😀 Tempo wędrówki jest ważne, szczególnie w krótkie dni, ale jeśli nie czujesz się pewnie, lepiej iść ostrożnie, niż szybko!

Ale zacznijmy od początku.

Przed wyprawą dokładnie liczymy orientacyjny czas wędrówki wg. oznaczeń na mapie plus dodajemy kilka krótkich restów. Chcemy tak zaplanować czas, żeby zdążyć przed zmrokiem. Naszą bazą jest Schronisko Roztoka (zobacz wpis) więc potrzebujemy dwóch godzin więcej na dotarcie do Morskiego Oka. Idziemy w nocy, ale drogę umilają nam świecące gwiazdeczki. Na zdjęciu poniżej tatry nocą.

DSC_8026
Nikon D90, 10,5 mm, F/4,5 przy 30 sek, ISO 250

Wstajemy o 3ciej w nocy i po zjedzeniu kalorycznego śniadania (płatki owsiane, gryczane i żytnie pieczone z miodem i orzechami plus „Mleczny start” – dużą dawka węglowodanów, zdrowy tłuszcz, trochę za mało białka :/) ruszamy z latarkami w las. Ja oczywiście rozglądam się za misiami ;), i gnam co prędzej przed siebie, żeby nawiać zanim mnie jakiś zauważy 😉 Oczywiście wiem, że miśki powinny już spać, ale nigdy nie wiadomo! 😉 Może przez to, a może dzięki temu, że z kijkami po asfalcie idzie się w rytm bardzo szybko, ta planowana na 2h trasa zajmuje nam 40 minut mniej.

DSC_8029

W Morskim Oku panuje jeszcze mrok, a wejście na teren schroniska przegrodzone jest dziwnymi taśmami (widać je na zdjęciu między prawą ścianą budynku a barierkami – wiecie co to?)- podejrzewamy, że mogą to być przewody z prądem na grasuje zwierzynę, więc ostrożnie je obchodzimy i robimy pierwszego resta na podwórku. Ja próbuję zrobić kilka zdjęć szarych szczytów przed wschodem słońca ale dla aparatu taka ilość światła to jeszcze mrok, a nie mam ze sobą statywu bo po pierwszym dniu wyprawy ( zobacz wpis) mam dość dźwignia. Na zdjęciu Morskie Oko tuż przed pojawieniem się pierwszych promieni wschodu słońca. Krajobraz jest szary, jest chłodno, a kamienie są śliskie od szronu.

DSC_8033

Jeszcze zanim słońce pokaże się na szczytach niebo nabiera koloru i zaczynają po nim pływać „muminkowe” chmurki w cukierkowym kolorze:

DSC_8042

Rysy tuż przed wschodem słońca

Rysy tuż przed wschodem słońca

Wreszcie niebo zaczyna się rozjaśniać i gdy wędrujemy 15-minutowym odcinkiem wokół Morskiego Oka, na Miedzianych pojawiają się pierwsze pomarańczowe promienie wchodzącego słońca. Na zdjęciu Mnich i Miedziane zarysowane ciepłym słońcem.

DSC_8056

Szlak jest oblodzony więc musimy przerwać marsz i założyć raki. W sumie tracimy na to prawie 20 minut, ja korzystam z przerwy i robię zdjęcia. Ochoczo ruszamy dalej – w rakach idzie nam znacznie lepiej – pazury kuszą lód i pięknie czepiają się podłoża. Niestety za chwilę mamy suche kamienie i tu idzie się bardzo niewygodnie.

DSC_8102_pano
Nikon D90, panorama z kilku zdjęć, 20 mm, F/3,5 przy 1/250 sek, ISO 200

Niżne Rysy w aureoli z chmury:

DSC_8144_pDSC_8126
Nikon D90,  Nikkor 10,5 mm, F/3,5 przy 1/400 sek, ISO 200

Słońce ogarnia kolejne partie skał – tutaj promienie zaczynają ślizgać się po Mięguszowieckim.

DSC_8148
Nikon D90, Nikkor 20 mm, F/4 przy 1/1600 sek, ISO 200

O 7.45 jesteśmy na Czarny Stawie pod Rysami i spotykamy innych górołazów. Do tej pory byliśmy sami na szlaku. Chwilę rozmawiamy i dowiadujemy się jakie są warunki na górze, a dokładnie jakie były poprzeć niego dnia kiedy nasi „towarzysze” zdobywali Rysy.
Światło jest nieciekawe, w oddali na szczytach panuje już dzień, my cały czas idziemy w cieniu. Na postoju przydaje się sweter puchowy, bo wiatr skutecznie zabiera ciepło.

DSC_8159

Po krótkim reście ruszamy dalej. Wiatr jest bardzo silny i musimy się cieplej ubrać, bo zimno „telepie” i utrudnia oddychanie. Niebawem obchodzimy też Czarny Staw i zaczyna się wchodzenie pod górę.

DSC_8197_pano

Jest coraz więcej śniegu i lodu, ale nadal wyraźnie widać „schody” więc idzie się bardzo przyjemnie. Szlak wiedzie przez usypisko kamieni, jest monotonny ale łatwy. Po prawej stronie widać pionowe skały Wołowego Grzbietu, z których co jakiś czas schodzą kamienne lawiny. Przy podchodzeniu robi się gorąco, więc pozbywamy się kurtek. Trasa cały czas wiedzie w cieniu, ale tempo marszu skutecznie rozgrzewa 🙂

DSC_8193_pano_b

O 9.15 robimy kolejnego resta – krótkiego, bo następny planowany jest na Bulli Pod Rysami, od której dzieli nas „kilka” metrów. Tu mamy wygodny kamień, na którym możemy przycupnąć, zdjąć plecaki i zrobić kilka zdjęć. Z tego miejsca dobrze widać obydwa jeziora – Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko. To dobry moment, żeby zrobić zdjęcie, bo potem znowu się schowają za skałami.

panorama Morskie Oko, Czarny Staw pod Rysami
Nikon D90, panorama z kilku zdjęć, 20 mm, F/4 przy 1/400 sek, ISO 200

Nikon D90, Nikkor 10,5 mm, F/2,8 przy 1/2500 sek, ISO 200
Nikon D90, Nikkor 10,5 mm, F/2,8 przy 1/2500 sek, ISO 200

Pijemy i po 10 minutach ruszamy dalej.

DSC_8242
Nikon D90, Nikkor 85 mm, F/2,8 przy 1/2000 sek, ISO 200

O 10.00 widzimy, że szlak który ktoś wydeptał przed nami, i którym idziemy omija Bullę pod Rysami, i już na niej nie zrobimy postoju. Wchodzimy w żleb i niedługo zaczną się łańcuchy, więc zatrzymujemy się „ostatni raz przed atakiem szczytowym” – jemy, zakładamy uprzęże, kaski, szykujemy asekurację.

DSC_8264_pano

Żleb przy podejściu w górę nie wydaje się strony – jest sporo śniegu, więc idzie się bardzo przyjemnie, po chwili trawersujemy do łańcuchów, które zaczynają się na wysokości Wołowego Grzbietu i dalej się już wspinamy.

DSC_8309

Na początku wpinam się lonżą na każdym odcinku łańcucha, ale wejście wydaje się tak łatwe, że wydaje mi się, że łańcuchy są tam zamontowane na wyrost. Później jednak  pojawiają się fragmenty prawie pionowych ścian, bez śniegu, z niewielkimi stopniami, po których w rakach idzie się niewygodnie, więc doceniam zamontowaną tam asekurację.

DSC_8364DSC_8374DSC_8373

Około 12-stej wychodzimy na grań, pogoda jest piękna, świeci słońce, na niebie są nieliczne transparentne chmurki i widoczność jest idealna.

DSC_8375

Momentami ekspozycja jest duża, wpinam się lonżą w prawie każdy fragment łańcucha, asekuracja daje mi też swobodę robienia zdjęć bez stresu, że narażam życie 😉 Po prawej widać część słowacką i Zmarzły Staw, po lewej Polska i Czarny Staw pod Rysami a „nad nim” Morskie Oko.  Widać Pasmo górskie z Miedzianymi i Gładkimi Wierchami a za nimi kolejne z Kozim Wierchem, Granatami i Wołoszynem. Za mną Żabia Grań. Ze strony Słowackiej szczytów nie ponazywam, bo ich nie znam 🙂 Ale może ktoś to zrobi za mnie 🙂

DSC_8410DSC_8419

Niestety mamy opóźnienie czasowe, o 12-stej planowaliśmy już schodzić ze szczytu, a tymczasem nawet do niego nie doszliśmy.

Po grani idzie się dosłownie chwilę i zaraz wychodzimy na szczyt. Widok jest tak bogaty, że aż nie wiem, czy zachwyca czy przytłacza.  Ze szczytu mamy widok na całe Tatry Wysokie, zwłaszcza na Gerlach, Wysoką, Lodowy Szczyt, Mięguszowieckie Szczyty, grań Orlej Perci a także Morskie Oko, Czarny Staw pod Rysami i Dolinę Rybiego Potoku.  Część z nich poznaję, część nie a nie ma czasu na wyciąganie mapy i porównywanie widoków z topo.

Razem z nami Rysy zdobyły też stworki Steekez z Lidla 😉

DSC_8422

Robimy zdjęcia, nagrywamy pamiątkowy filmik, pijemy resztki wody i schodzimy. Ja chciałam coś zjeść, ale zmęczenie dało się we znaki, nie mogłam zjeść ani kanapki ani batona, więc postanowiłam schodzić bez „paliwa”.  Jest 13sta, mamy jakieś 3 godziny do zachodu słońca i godzinę po nim do zapadnięcia zmroku.

DSC_8437

panorama 360° z Rysów, zrobiona z 21 zdjęć Nikkorem 20mm

DSC_8488_panorama

Zejście okazuje się o wiele trudniejsze, niż wejście – stromizna daje się we znaki, jest niewygodnie, przy każdym kroku czuję ciężar plecaka. Teraz dopiero doceniam, jak ważne są łańcuchy, które pomagają i znacznie przyspieszają zejście. Przydaje się lonża, bo w pewnym momencie  z suchej skały zjeżdżają mi stopy uzbrojone w raki.

Po zejściu z łańcuchów zaczyna się mozolne schodzenie żlebem, tu czuć obciążenie na kolanach, mam coraz mniej siły na wbijanie czekana, szczególnie w miejscach, gdzie śniegu jest mało więc niewiele się nim asekuruję, staram się tylko zachowywać dobrą równowagę i zmieniać strony (schodzę bokiem) żeby nie obciążać cały czas jednej nogi. Mam mega kryzys, wiem, że czas nagli, ale sił mam bardzo mało, jest mi niedobrze ze zmęczenia.

….

Wejście na Rysy w listopadzie może być niebezpieczne, jeśli idziesz tam bez przygotowania. Możesz napotkać warunki typowo zimowe – śnieg i oblodzone fragmenty trasy potrafią skutecznie wydłużyć czas przejścia. Konieczne są Raki, przydaje się czekan, warto założyć kask na głowę. W góry należy zawsze zabierać ze sobą zdrowy rozsądek! Sprzęt trzeba też umieć obsługiwać! Poczytaj jak używać czekana, jak zakładać Raki, sprawdź to w bezpiecznym terenie zanim wyjdziesz w wysokie góry. Jeśli nie jesteś pewien, jakie warunki panują w górach – zadzwoń do TOPR-u. 

Doceń potęgę gór, i zmieniających się warunków atmosferycznych – sprawdź dokładnie pogodę przed wyjściem. W nocy z 4 na 5 listopada, po naszej wyprawie  podmuchy wiatru halnego wiejącego w Tatrach dochodziły niemal do 160 km/h!!!! Takie warunki nie nadają się na zdobywanie szczytu.

Listopadowe zdobywanie szczytu to zacny pomysł, jeśli masz doświadczenie w łażeniu po wysokich górach, masz dobrą kondycję i Twoje tempo napierania jest na tyle dobre, że nie lubisz stać w kolejce do zdjęcia na szczycie, i nie lubisz przepychać się w tłumie turystów, szczególnie, że to może być niebezpieczne. My na podejściu spotkaliśmy tylko kilka osób – dwóch gości przy Czarnym Stawie pod Rysami, którzy w tym miejscu odbijali na Kazalnicę, jednego gościa, który nas wyprzedził na podejściu, i trójkę turystów których mijaliśmy na łańcuchach, jak my schodziliśmy już na dół. Dla mnie takie wyprawy poza sezonowe to esencja chodzenia po górach – nie lubię się przepychać, a turyści z piwem i w adidasach psują mi klimat gór. Wolę ciszę i „samotność”. Dodatkowym atutem listopada jest to,   że pogoda nie zmienia się tak drastycznie jak w lato. Za każdym razem jak byłam w górach w lato, pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, i nie można było całkowicie jej zaufać. Chwila słońca a potem deszcz, rano zapowiadali słońce,  a w południe cała masa chmur zasłaniała widoki. Listopadowa dobra pogoda sprawdziła się w stu procentach co do dnia, noce były prawie-bezchmurne i gwiaździste, a chłodne powietrze dobrze orzeźwiało podczas marszu. Polecam listopadowe wejście na Rysy!

A oto jak program złożył mi panoramę fisheye z Rysów. Szaleństwo!

DSC_8467_pano-nieudano

 

 

You may also like...

1 Response

  1. Marti napisał(a):

    Niesamowita wyprawa ! Przepiękne zdjęcia, które robią ogromne wrażenie. Sama mam teraz takie odczucie jakbym tam była 😉 Oczywiście, gdybym jakimś cudem dotarła na szczyt, to musiałabym już tam zostać 😉 Jestem pod wrażeniem i dopinguję w realizacji kolejnych celów 😉
    Ostatnie zdjęcie jest kosmiczne ( takie nieziemskie ) ! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Shares